Chcielibyśmy móc przekazywać Wam tylko optymistyczne historie, ale niestety nieszczęście, krzywda i niesprawiedliwość dotykają także naszych najwierniejszych Psi-jaciół. Dziś w serialu Psi-jaciel Forever bohater dramatyczny – Maniek.


„Cześć, mam na imię Maniek. Nie pamiętam dobrze swojego poprzedniego imienia, ale do ostatniego uderzenia swego serca zapamiętam twarz swojego pana, jego głos, zapach, dotyk, mimo że minęło już 5 lat od naszego ostatniego spotkania. Czasem we śnie staje przede mną, taki realny, taki uchwytny. Biegnę do niego, by dotknąć jego dłoni i gdy zbliżam się, by wskoczyć na jego kolana, on nagle znika, a ja spadam w ciemną toń. Spadam bardzo długo i nagle uderzam w coś twardego. To daszek budy – mojego obecnego domku. Budzę się, choć wcale tego nie chcę. Pragnę śnić nadal o swoim podwórku, o swoim panu.
Podobno miałem ok. 5 lat gdy zamieszkałem w schronisku. Być może, ale ten drugi 5-letni okres mojego życia trwa całą wieczność. Pamiętam początki tutaj. To był luty 2012 roku. Jakiś pan zamknął mnie w metalowym kojcu. W jego głębi stała buda. Cały drżałem. Sam nie wiem, czy z zimna, czy ze strachu. Nie chciałem chować się przed mrozem do budy, bo bałem się, że kiedy przyjdzie po mnie mój pan, to nie zauważy mnie w niej. Leżałem więc blisko metalowej furtki, zrywając się na równe łapki, gdy tylko usłyszałem jakieś głosy, czyjeś kroki. Momentami było tak zimno, że aż bolało, ale wciąż czekałem. A on nie przychodził, nie szukał. Straciłem wiarę w to, że jeszcze go zobaczę.
Poznałem tu wielu kolegów, którzy tak ja ja utracili swoich bliskich. Najstarszy, Poker, skutecznie „wybił mi z głowy” czekanie. Był on dla nas wszystkich w schronisku takim guru. Doradził, bym zaakceptował nowe życie, nowe warunki. Powiedział, że czasem jakiś piesek ma szczęście i wyjeżdża ze schroniska z nowym kochającym panem do pięknego świata. Pocieszał, że tutaj przynajmniej o jedzenie martwić się nie będę musiał. Uwierzyłem mu i obserwowałem, jak co jakiś czas przyjeżdżał ktoś, kto chodził od kojca do kojca i przyglądał się nam.
Wiecie jakie wtedy ogarnia cię uczucie? Nadzieja tak ogromna, że serce rozrywa klatkę piersiową. Milion myśli przebiega w twojej głowie. Jaki jest ten pan, czy spełnię jego oczekiwania, czy jego wybór padnie na mnie? Sekundy biegną jedna po drugiej i wreszcie ktoś staje przed twoim kojcem, przygląda się, pyta ile masz lat, czy jesteś zdrowy, jak długo w schronie. I nagle obraca się na pięcie, odchodzi, a ty słyszysz: „wolę młodszego psa”, albo „ten mi się nie podoba”. Łzy cisną się do oczu. Też byłem kiedyś młodszy, może ładniejszy. Czas dla mnie się przecież nie zatrzymał, a o moją sierść nie ma tu kto zadbać. I znowu na kilka dni nadzieja odpływa, a ty sklejasz w całość z kawałków połamane serce. Do następnych odwiedzin, do następnej nadziei.
I tak przez 5 zim, wiosen i kolejnych pór roku.
Dziś już nie jestem tym samym Mańkiem, który trafił 5 lat temu do schroniska. Pobyt tutaj uczynił mnie silnym fizycznie. Pozwolił mi poznać wielu towarzyszy niedoli. Dla niektórych z nich byłem nawet oparciem, jak dla mnie kiedyś Poker. Ale schronisko nauczyło mnie też walczyć o przetrwanie, dlatego niewiele psów zyskuje moją sympatię. Na zawsze zachowam też w pamięci miłe chwile ze schroniska. Wiele radości przynosiły mi sobotnie spacery z wolontariuszami, ze szczególnie ulubioną Mariettą. Niestety jej dawno też nie widziałem. Podobno jest na studiach. Tak mówiły mi inne wolontariuszki.
Niedawno temu pojawiła się Marzena i z nią teraz spaceruję w soboty. Jest bardzo miła i dużo mi opowiada o swojej rodzinie. Wyczesuje moje futerko i czuję od niej mnóstwo ciepła i dobroci. Ale ja już chyba nie mam siły czekać. Już nie podchodzę do furtki, gdy przyjeżdża ktoś zainteresowany adopcją. Siedzę w budzie zaszyty w słomie. Nie chcę kolejny raz słyszeć, że jestem za stary lub niezbyt piękny. Wolę, gdy ktoś omija mój kojec, sądząc, że nie ma w nim żadnego psiaka. Czasem słyszę, jak wolontariuszki próbują zwrócić na mnie uwagę, mówiąc jaki jestem miły dla ludzi i przyjazny. To chyba jednak za mało, by ktoś mnie pokochał. Chcę zasnąć i pozostać w swoim śnie już na zawsze.”


Jeśli ktoś z Państwa chciałby przywrócić Maniusiowi nadzieję, prosimy o kontakt:
Magdalena (tel. 665 443 926)
Karolina (tel. 669 809 565)
Sandra (tel. 502 690 314)

lub też przybywajcie do schroniska
w środy między godz. 16:00 a 18:00 lub w soboty pomiędzy godz. 8:00 a 10:00.

Można też umówić się w schronisku w innym terminie, dzwoniąc na jeden z powyższych numerów.

Uwaga: zastrzegamy sobie prawo przeprowadzenia wizyty przed- i poadopcyjnej!