Odcinek 9. serialu “Psi-jaciel Forever”. W roli głównej – Franio.


Franio terminator czy krucha psinka z ogromną wolą życia?
Żyjemy w czasach, gdy coraz częściej właściciele zabezpieczają swoje majątki, posesje tudzież firmy przed włamaniami, grabieżą, zniszczeniem. W jaki sposób? Ano jedni montują nowoczesne systemy alarmowe w kontakcie z firmami ochroniarskimi, inni zatrudniają stróżów wyposażonych nawet w broń nieostrą, jeszcze inni swoje mienie powierzają silnym, dużym psom w typie ras TTB, czy też owczarkom, często szkolonym w tym kierunku.
Kiedy na jednej spod wrzesińskich wsi, w 2017 roku schorowana właścicielka opuszczała swoje domostwo, jej rodzina też postanowiła zatroszczyć się o bezpieczeństwo nieogrodzonej posesji: małego domku z ogródkiem, skromnego podwóreczka oraz zabudowań gospodarczych w kiepskim stanie. Tego majątku miał pilnować pies, który od wielu lat mieszkał przy domu, wiernie służył swojej pani, kochał ją będąc oddanym całym swym psim sercem, w zamian za miskę strawy. Czy to był rottweiler, bernardyn, owczarek?
Kiedy dostaliśmy zawiadomienie o piesku pilnującym opuszczonej posesji w najbardziej mroźnym okresie 2018 roku, z błagalną prośbą o interwencję, nie wahaliśmy się ani chwili. Jadąc pod wskazany adres spodziewałyśmy się poruszającego widoku, ale obraz który stanął przed naszymi oczami przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.
Przed drzwiami wejściowymi do starego domku stała buda, a raczej kilka pozbijanych desek, które miały ją przypominać. Pomiędzy deskami były takie szpary, że z łatwością można było wcisnąć w nie najmniejszy palec od dłoni. Wnętrze prowizorycznego schronienia nie było w ogóle ocieplone, a na jego dnie rzucony kawał szmaty miał prawdopodobnie uspokoić sumienie tego, kto pieska tam pozostawił. Do budy przytwierdzony został ok. 2-metrowy łańcuch, a do jego drugiego końca uwiązano pieska. Musieliśmy użyć latarek w naszych smartfonach, by w ogóle w ten bardzo mroźny wieczór stworka dojrzeć.
To był maleńki, zwinięty w kłębuszek staruszek. Nie miał siły szczekać, nie miał siły nawet warknąć. Ale dzielnie leżał na prożku domku, którego kazano mu strzec. Przed psinką stała ogromna metalowa miednica, po sam brzeg wypełniona skostniałymi resztkami ze stołu pańskiego: ziemniakami, buraczkami, ogórkami. Wszystko zamarznięte tak, że kilof byłby potrzebny, by w ogóle to ruszyć.
Wokół porozrzucane puste puszki świadczące o tym, że ktoś pieseczka dokarmiał, co zresztą potwierdzałoby wiadomości od naszej informatorki.
Gdy otwarliśmy puszeczkę z karmą i próbowaliśmy podać z ręki do pyszczka maluszkowi, on tylko podniósł ku nam swoje zmęczone, stare oczka, leciutko przesunął ogonek na prożku, jakby chciał, ale nie miał siły ucieszyć się na nasz widok, a jego spojrzenie było wyrazem bólu lecz nie tego fizycznego, ale tego które łamie, kruszy serce na milion kawałków.
Nie mieliśmy wątpliwości, co należy w tej sytuacji robić. Uwolniliśmy maluszka ze spętanej kawałkami szmat obroży i owinęliśmy w kocyk. W ogóle nie protestował, gdy braliśmy go na ręce. Wtulony w nasze ramiona, dosłownie poddałby się wszystkiemu, co tylko byśmy z nim uczynili.
Natychmiast zabraliśmy Frania do lekarza. Pan doktor jednoznacznie stwierdził, że stan pieseczka jest tak słaby, że pozostawienie go na posesji przy temperaturze -10 stopni, ewidentnie zagraża jego życiu.
Decyzja była jednoznaczna. Musimy mieć dla Frania albo dom tymczasowy, albo maluszek trafia do schroniskowej separatki. Niestety nie udało się nam na cito znaleźć domku, ale nawet przygotowane w schronisku mięciutkie legowisko z poduszeczek i kocyków, w porównaniu do warunków w jakich pozostawił go „ukochany” właściciel, dla Franusia było rajem.
Dziś Franio w schronisku, to nie ten sam piesio. Cieszy się jak wariat, gdy zabieramy go na spacerek. Pięknie chodzi na smyczy. Nie ciągnie pewnie już z racji swojego wieku, ale tupta tak, jakby wiek nie miał żadnego znaczenia, a właściwe zachowanie podczas spacerków miał we krwi.
Uwielbia pieszczoty, a z jego spojrzenia powoli znika ból, a pojawia się wdzięczność i miłość przeogromna, niemierzalna, bezkresna. Trudno uwierzyć, że po tym jak bardzo zawiódł go człowiek, on nadal jest w niego wpatrzony i jemu poddany.
Franio różnie radzi sobie w relacjach z innymi pieskami, szczególnie, gdy zbliżają się do jego miseczki. Nie ma wobec nich zachowań agresywnych, ale zdecydowanie jest typem dominującym i nieustępliwym. Jak na staruszka przystało, pewnie czasami brakuje mu już też cierpliwości, więc jeśli jakiś młodzik za dużo kręci się wokół niego, to zostanie potraktowany srogim warknięciem.
Franciszek ma prawdopodobnie ok. kilkunastu lat, 7 kg wagi i szorstką sierść. Nie wiemy, jak wyglądało jego wcześniejsze życie, czy zaznał w nim miłości, czy toczyło się ono wyłącznie wokół służby człowiekowi. Chcemy wierzyć, że starsza pani zanim się rozchorowała, kochała Frania i maluszek kiedyś był dla niej ważny i czuł od niej miłość i troskę.
Teraz marzymy o tym, by na zasłużonej emeryturce, trafił pod opiekę kogoś o gołębim sercu. Kogoś, kto wynagrodzi mu każdą chwilę cierpienia, każdą godzinę tęsknoty, każdy tydzień walki o przetrwanie, każdy miesiąc i rok wiernej, oddanej służby.
Wiemy na pewno, że Franio ma gdzieś na ziemi swoją bratnią, anielską duszę. Nie na darmo przecież pokonał trudy, które inną istotę dawno już by zabiły. 


Jeśli ktoś z Państwa chciałby poznać i pokochać Frania, prosimy o kontakt:
Magdalena (tel. 665 443 926)
Ola (tel. 724 135 335)

lub też przybywajcie do schroniska
w środy między godz. 16:00 a 18:00 lub w soboty między godz. 8:00 a 10:00.

Można też umówić się w schronisku w innym terminie, dzwoniąc na jeden z powyższych numerów.

Uwaga: zastrzegamy sobie prawo przeprowadzenia wizyty przed- i poadopcyjnej!