Odcinek 5. serialu „Psi-jaciel Forever”. W roli głównej – Rami.


Wschód – kojec B IV. Dwie duże budy, nieco wygryzione od wewnątrz, przez co kruszy się styropian je ocieplający. W budach słoma, ugnieciona nieco na kształt ptasiego gniazda. Szare ściany kojca, pełne do połowy, a od góry otwory umożliwiające znikomy kontakt z sąsiadem. Zimna, wilgotna posadzka, miejscami lekko wyszczerbiona, a w szczelinach trudne do usunięcia nieczystości. Dwie duże metalowe miski pełne suchej karmy oraz duże białe plastikowe wiadro, do połowy wypełnione wodą.
Oto cały świat Ramiego, przez 24 godziny dziennie, 7 dni w tygodniu. Ktoś powie, “przecież on i tak nie widzi na jedno oko, więc i tak mu wszystko jedno.” Jednak tak może powiedzieć wyłącznie ktoś, kto nigdy nie dostąpił zaszczytu psiej przyjaźni, bo zwyczajnie na nią nie zasłużył.

To prawda Rami nie widzi na prawe oczko, a i lewe zaczyna być coraz słabsze. Ale los nie odebrał mu pozostałych zmysłów, a przede wszystkim nie odebrał mu serca, więc nie jest mu wszystko jedno, bo czuje, cierpi i kocha.
On nie skacze w kojcu na widok człowieka, nie odprawia szaleńczych pląsów, by zwrócić na siebie uwagę. On po prostu stoi cichutko przy metalowych prętach, lekko przekręcając główkę na prawą stronę, jakby chciał zdrowym oczkiem objąć całą sylwetkę zbliżającego się opiekuna.
Wystarczy tylko, że usłyszy jego głos, poczuje jego zapach, ożywia się, okręca w kółeczko, podnosi uszka ku górze i leciutko macha swoim pięknym ogonkiem, bo wie, że właśnie czeka go godzinna przechadzka i mizianie na zawołanie. Potem przypięty do smyczy, grzecznie wychodzi z kojca i ochoczo oddaje się spacerom. Nie zawsze tak było niestety.
Rami trafił do schroniska w lipcu 2015 roku. Miał wówczas prawdopodobnie ok. 5-6 lat. Znaleziony został na cmentarzu. Trudno powiedzieć jak się tam znalazł i dlaczego. Czy był ofiarą wakacji? Czy może jego postępujące kalectwo stało się dla jego właściciela przeszkodą? A może szukał na cmentarzu kogoś za kim tęsknił? Tylko on sam zna odpowiedź na te wszystkie dręczące nas pytania. Faktem jest, że przyjechał do schroniska, przede wszystkim w bardzo złym stanie psychicznym. Cierpienie jakiego musiał niewątpliwie doznać, pozostawiło znaczny ślad.
Bał się człowieka tak przeraźliwie, że przez pręty kojca próbował kąsać, a gdy tylko ktoś wszedł do środka, chował się do budy, bądź uciekał w kącik. Na bliskość dłoni człowieka, reagował powarkiwaniem.
Bardzo długo trwało zanim wyszedł na pierwszy spacer. Było to dla niego ogromne przeżycie, ale już wtedy dał nam sygnały, że jest cudownym, łagodnym psiakiem, ale też bardzo, bardzo kiedyś skrzywdzonym. Wyciągnięta w jego kierunku dłoń do głaskania, powodowała, że natychmiast przyklejał się do podłoża i nieruchomiał. Tak jakby bał się uderzenia. Człowieka musiał mieć zawsze po swojej lewej stronie. Gdy czuł jego obecność z drugiej strony, zaczynał się denerwować, czasem powarkiwać.
Dziś Rami to nie ten sam piechol. Jest mu wszystko jedno, czy opiekun na spacerach jest za nim, przed nim, z prawej, czy lewej strony. Już nie unika jego dłoni, a wręcz przeciwnie domaga się drapania, głaskania, miziania. Kładzie się wtedy na prawym boku. Wyciąga i napręża tylne łapki tak, jakby przeciągał się po spokojnym, pięknym śnie. Wtedy bez reszty oddaje się drapaniu po zadzie, brzuszku i każdym miejscu jego ciałka, raz po raz przekręcając się z boku na grzbiet. Wprost uwielbia takie masaże. Potem wstaje wyraźnie usatysfakcjonowany pieszczotami i odprężony. Kocha też sam tarzać się w trawie i śniegu. Czasem zatrzymuje się przed opiekunem, spogląda na niego, jakby chciał powiedzieć “dziękuję” i po prostu rusza dalej. Z każdym spacerem otwiera się coraz bardziej i nabiera zaufania do człowieka. Hitem ostatniej przechadzki było to, że Ramciu po jednym z kolejnych masaży wstał i zamiast jak zwykle z animuszem ruszyć do przodu, radośnie skoczył na ramiona opiekuna. Konsekwentny i wymagający opiekun zganiłby takie zachowanie u swojego pupila, ale taki gest w wykonaniu Ramiego, to dla nas ogromna radość wywołująca wzruszenie.
To piękny piesek, troszkę w typie border collie, ale znacznie większy. Dlatego fantastycznie byłoby, gdyby mógł zamieszkać w domu z ogrodem. Rami to piesek, który z całą pewnością świetnie odnajdzie się w domu, u stóp swojego ukochanego pana. Dla niego najistotniejsze jest, by nowy pan dał mu poczucie bezpieczeństwa, stabilizację, spokój i miłość. Jest duży i silny, ale nie ciągnie na smyczy. Stara się dostosować do tempa opiekuna.
Nie jest zaborczy podczas jedzenia. Kojec schroniskowy dzielił z dużo młodszym i niezwykle żywiołowym Bazylem, ale to Rami rozdawał karty. Nie jest jednak przy tym agresywny, nie wdaje się w bójki z towarzyszem.
Mamy nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zechce pomóc Ramiemu wymazać z pamięci duchy przeszłości i przed kim będzie mógł z radością odkrywać swoje kolejne najwspanialsze cechy, które niewątpliwie posiada.


Jeśli ktoś z Państwa chciałby poznać i pokochać Ramiego, prosimy o kontakt:
Magdalena (tel. 665 443 926)
Ola (tel. 724 135 335)

lub też przybywajcie do schroniska
w środy między godz. 16:00 a 18:00 lub w soboty między godz. 8:00 a 10:00.

Można też umówić się w schronisku w innym terminie, dzwoniąc na jeden z powyższych numerów.

Uwaga: zastrzegamy sobie prawo przeprowadzenia wizyty przed- i poadopcyjnej!