Odcinek 7. serialu “Psi-jaciel Forever”. W roli głównej – Bambinio.


Gdyby doszukiwać się analogii psich stworzeń w ludzkim świecie, to pewnie Bambinio byłby w nim Napoleonem, albo Mahatma Gandhi, czy też może Danny DeVito.
I wcale nie mamy tu na myśli tylko niskiego wzrostu tych trzech dżentelmenów, ale również ich osobowości, bo Bambinio to mały piesio z wielką duszą i bogatym charakterem.
Ma w sobie z całą pewnością odwagę i charyzmę napoleońską. Nie lubi być zniewolony, dlatego czasem denerwuje się w kojcu, gdy musi oglądać świat zza krat. Wykorzysta najmniejszą szczelinę uchylonej furtki, by poczuć wolność. Ledwie wyrósł od ziemi, ale ma w sobie tyle dumy i rezonu, jakby był co najmniej wielkości i postury bernardyna. Nie przeszkadza mu też niesprawna, usztywniona tylna łapka, efekt jakiegoś starego urazu, czy wypadku. Radzi sobie z nią doskonale, jakby była zupełnie zdrowa. Można by rzec, że uczynił z niej swój atut, a sposób w jaki się z nią porusza, czyni go jeszcze bardziej interesującym.
W kontaktach z innymi pieskami jest raczej pacyfistą i tak, jak Mahatma, wyznaje pokojowe rozwiązywanie konfliktów. Oczywiście nie da sobie wejść na głowę i nie ma natury poddańczej, ale sam raczej nie szuka zaczepki.
Kojec dzielił do niedawna z dwoma suczkami, dojrzałą Chelsea i młodziutką, szaloną Dorotką. Naprawdę był z niego prawdziwy dżentelmen i panie mogły czuć się przy nim zupełnie spokojne i bezpiecznie.
Ma w sobie też coś zabawnego jak DeVito.
Gdy wychodzi na spacerek, to kroczy tak pewnie, że chciałoby się przypiąć mu gwiazdę szeryfa i założyć kowbojski kapelusz. Niczym szeryf na Dzikim Zachodzie, przemierza pobliskie tereny schroniska. Bystrym spojrzeniem ogarnia wszystko i wszystkich dookoła, jakby czuwał nad właściwym porządkiem. Nie da się przejść obok obojętnie. Usta same składają się do uśmiechu. Nic więc dziwnego, że otrzymał w schronisku różne ksywki: penerek, czy ojciec chrzestny. Jego pewność siebie nie ma jednak nic wspólnego z bezczelnością.
Bambinio został znaleziony wiosną tego roku, na poboczu autostrady.
Nie wiemy w jaki sposób na nią trafił, ale sam raczej tam nie przywędrował.
Przypuszczalnie nie był na niej długo, bo Państwo którzy go znaleźli i zabrali, by uchronić przed tragedią informowali, że biegał jak oszalały i nie chciał dać się złapać. Jakby był w szoku i kogoś szukał. Bronił się przed zabraniem go z tego niebezpiecznego miejsca i nawet próbował kąsać znalazcę. Z całą pewnością kierował nim strach.
Nie ma bowiem w Bambinio agresji. W schronisku ma kontakt z dziećmi i chętnie spędza z nimi czas na wybiegu, chociaż nie jest typem wielkiego pieszczocha i przesadnego przytulania raczej nie zaakceptuje.
Za to spacery uwielbia i niechętnie wraca do kojca. Jest malutki i ładnie chodzi na smyczy, więc może być towarzyszem wspólnych wędrówek także dla osób starszych.
Bambinio ma prawdopodobnie ok. 3 lat i dzielnie znosi pobyt w schronisku, choć czasem mamy wrażenie, że po prostu przyjmuje pozę twardziela.
Tak naprawdę bardzo tęskni za domem, za rodziną, za swoim legowiskiem i miseczką.
Mamy nadzieję, że ta cudowna mordeczka oczaruje kogoś i niebawem Bambinio będzie mógł zrzucić z siebie zbroję, by po prostu, najzwyczajniej w świecie móc się przytulić do kogoś, kto pokocha go całym sercem i nigdy go już nie opuści.


Jeśli ktoś z Państwa chciałby poznać i pokochać Bambinia, prosimy o kontakt:
Sandra (tel. 502 690 314)
Magdalena (tel. 785 532 837)

lub też przybywajcie do schroniska
w środy między godz. 16:00 a 18:00 lub w soboty między godz. 8:00 a 10:00.

Można też umówić się w schronisku w innym terminie, dzwoniąc na jeden z powyższych numerów.

Uwaga: zastrzegamy sobie prawo przeprowadzenia wizyty przed- i poadopcyjnej!